Po pierwszej połowie spotkania Liverpool - Chelsea "The Reds" prowadził 1:0. Gola dla gospodarzy zdobył w 43. minucie Dirk Kuijt. Holender na przedpolu bramki Petra Cecha dopadł do wrzutki w pole karne Javiera Mascherano, wykorzystał błąd Claudea Makelele, który stracił równowagę, i z bliska pokonał czeskiego golkipera "The Blues".
Wcześniej, już w 12. minucie Kujit zmarnował znakomitą szansę. W odpowiedzi groźną akcję przeprowadził skrzydłowy Chelsea Joe Cole i zagrał piłkę wzdłuż bramki Liverpoolu, ale Didier Drogba nie zdołał do niej dojść.
Najlepszą szansę przed zdobyciem gola przez Kuijta miał Fernando Torres, który znalazł się sam na sam z Cechem, ale uderzył prosto w niego.
Początek drugiej części spotkania należał do gospodarzy, ale po około piętnastu minutach Chelsea się otrząsnęła i między 60. a 70. minutą mogła zdobyć co najmniej dwie bramki. W bramce "The Reds" dobrze spisywał się jednak Jose Reina.
W końcówce spotkania Liverpool mógł jeszcze podwyższyć na 2:0. W 85. minucie atomowy strzał w samo okienko oddał Steven Gerrard. Petr Cech tym razem nie dał się pokonać. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry jeszcze raz uratował swój zespół, broniąc strzał Torresa z bliskiej odległości po rzucie rożnym wykonywanym przez Gerrarda.
Chwilę później stało się coś, czego trudno sie było spodziewać. W 95. minucie po dośrodkowaniu Salomona Kalou John Arne Riise interweniował tak niefortunne, że głową skierował piłkę do własnej siatki. Chwilę później mecz się zakończył. Liverpool - Chelsea 1:1.
Już na pierwszy rzut oka Barcelona i Manchester United tworzą zupełnie inną parę niż Liverpool z Chelsea. Choćby z tego powodu, że w siedmiu dotychczasowych spotkaniach między tymi zespołami padło ... 28 goli, a dwa ostatnie - dziesięć lat temu w fazie grupowej LM - zakończyły się remisami 3:3.
Do rywalizacji w LM przystąpią w zupełnie innych nastrojach, bo w rozgrywkach krajowych znajdują się na przeciwległych biegunach. "Czerwone Diabły" są blisko tytułu mistrzowskiego (trzy punkty przewagi nad Chelsea), a Barcelonie praktycznie pozostała walka o drugie miejsce (11 pkt straty do Realu Madryt).
W Champions League w tym sezonie Barcelona jeszcze nie przegrała. "Naszej postawy w LM i Primera Division nie sposób porównać. Gramy zupełnie inaczej, tworzymy jakby inny zespół. Trudno wyjaśnić dlaczego, ale takie są fakty" - przyznał argentyński obrońca Gabriel Milito.
Pewność siebie i wiara we własne umiejętności charakteryzująca "Barcę" w LM, mogą się zachwiać ze względu na angielskiego rywala. Z trzech ostatnich meczów z drużynami z tego kraju na Camp Nou ekipa z Katalonii nie wygrała żadnego, przegrywając z Liverpoolem i dwukrotnie remisując z Chelsea. Z drugiej strony Manchester United zwycięsko zakończył tylko jedną z 16 wypraw do Hiszpanii.
"Stać nas na pokonanie tej przeszkody - podkreślił pomocnik Andres Iniesta. - Ważne, by narzucić własny styl gry. To my musimy dyktować warunki, a nie czekać na ruch rywala. W Manchesterze United grają piłkarze, którzy w każdym momencie mogą odwrócić losy spotkania. Na to musimy uważać".
Paul Scholes i Gary Neville (obaj Manchester) mogą we wtorek rozegrać setne mecze w LM. Nie powiększy swojego dorobku obrońca i kapitan Barcelony Carles Puyol, który musi pauzować za żółte kartki.
Rewanże odbędą się za tydzień, a finał - w Moskwie - zaplanowano na 21 maja.
|